W dniu 7 stycznia 1999 r. złożyłem Wysokiej Izbie interpelację dotyczącą wygórowanych wynagrodzeń na
W dniu 7 stycznia 1999 r. złożyłem Wysokiej Izbie interpelację dotyczącą wygórowanych wynagrodzeń na przykładzie umowy menedżerskiej zawartej między byłym wojewodą zamojskim Markiem Grzelaczykiem a dyrektorem Szpitala Wojewódzkiego w Zamościu Wojciechem Wojciechowskim.
Sam fakt wystąpienia przeze mnie z interpelacją był podyktowany oburzeniem i zdumieniem moich wyborców, którzy nie mogli pogodzić się z kuriozalną wręcz sytuacją ustalenia przez byłego wojewodę wynagrodzenia dla dyrektora szpitala w wysokości ponad 16 tys. zł, przy pełnej świadomości kryzysu i napięć, które dotknęły służbę zdrowia na tle roszczeń płacowych. Tego typu praktyki mogą doprowadzić do wielu niepotrzebnych spięć i protestów, w związku z czym moje wystąpienie z interpelacją miało na celu ukrócenie ich. Tak się jednak nie stało.
Udzielając odpowiedzi na interpelację, minister zdrowia i opieki społecznej wysłał na ręce pana Macieja Płażyńskiego, marszałka Sejmu RP, swoją opinię mówiącą o zmianach warunków i zasad wynagradzania zarządzających publicznymi zakładami opieki zdrowotnej, mówiąc o rozsądnej polityce organów założycielskich. Dalej pisząc, pan minister traktował o czasokresie trwania umowy menedżerskiej, który z jego punktu widzenia powinien być dostosowany do faktycznych zadań w danych zarówno strategicznych, jak i operacyjnych jednostki. W przypadku, który zgłosiłem, umowa menedżerska trwać ma aż 6 lat? Tego, nawiasem mówiąc, pan minister nie kwestionuje, konstatując, że jest to możliwe nawet z punktu widzenia formalnoprawnego, ja natomiast uważam i moi wyborcy również, że jest to za długo. Na zakończenie pan minister formułuje myśl, że wynagrodzenie menedżera nie powinno odbywać się kosztem wynagrodzeń innych pracowników zakładu opieki zdrowotnej, co jest prawdą, ale co dalej? Czy ta ma być tylko opinia i nic więcej?
Szanowny Panie Premierze! Jestem posłem na Sejm RP i mam obowiązek wobec wyborców reagować na ich głosy, opinie i wszelkiego rodzaju uwagi dotyczące ich interesów, nieprawidłowości władz, które nimi rządą i ich reprezentują. Nad tego typu praktykami nie można przejść do porządku dziennego. Dlatego też nie satysfakcjonuje mnie w ogóle opinia pana ministra Wojciecha Maksymowicza, bo jest ona tylko opinią. W tej konkretnej sytuacji nikt z nas nie powinien pozwolić na taką samowolę, lekceważenie opinii innych, marnotrawić bezdusznie środki budżetowe kosztem innych pracowników, tym bardziej w sytuacji tak złożonej jak ta, w której aktualnie znajdują się pracownicy resortu zdrowia i opieki społecznej. Mnie i moich wyborców nie interesują opinie, lecz konkretne czyny, mam bowiem moralny obowiązek doprowadzić tę sprawę do końca i dać wyborcom odpowiedź, co zostało zrobione i postanowione, by usunąć to zło.
Nie widząc innego wyjścia, zwracam się do pana premiera z pytaniami:
1. Co pan premier zamierza zrobić, aby ukrócić tego rodzaju praktyki i kiedy to nastąpi?
2. Czy zamierza pan premier wyciągnąć wnioski w stosunku do tych, którzy pozwalają sobie na tak złe i karygodne decyzje?
Kończąc moją reinterpelację, pozostaję w nadziei na szybkie zakończenie tej sprawy.
Poseł Stanisław Misztal
Zamość, dnia 1 kwietnia 1999 r.